Rozwód nigdy nie jest prosty. Dwoje ludzi, których wiele łączy, a dzieli często tylko jeden błąd, który trudno zbagatelizować nagle decyduje, że odtąd zaczną ponownie życie w pojedynkę. Nie ma co, zbyt często emocje biorą górę nad rozsądkiem, a to sprawia, że popełniamy pomyłki, których konsekwencje będziemy ponosić w kolejnych latach. Jak się rozwieść, by nie żałować?


Naprawdę przemyślana decyzja


W przypadku młodych ludzi zbyt często wystarcza impuls, by podjąć decyzje o rozstaniu. Co więcej, nie zawsze jest to aż tak skomplikowane. Zdecydowanie gorzej, gdy na rozstanie decydują się pary o długim stażu, które nie tylko mają wspólne dzieci, ale też przez lata trwania związku zgromadziły poważny majątek wspólny. W takiej sytuacji impuls to komfort, na który nie można sobie pozwolić. Podział majątku po rozstaniu może być wieloletnią katorgą, a sale sądowe mogą przekształcić się w pole bitwy nieomal stuletniej. Dlatego najbardziej racjonalne jest dojście do porozumienia i zapanowanie nad emocjami. W końcu obu stronom powinno chodzić o to, aby jak najszybciej zacząć nowe życie.


Wszystko jest „nasze”


To chyba najważniejsza kwestia. W myśl polskiego prawa w momencie zawarcia związku małżeńskiego następuje wspólnota majątkowa. Najprościej oznacza to, że od chwili podpisania aktu ślubu wszystko jest wspólne. Od tego momentu para prowadzi razem gospodarstwo, ponosi wspólnie koszty jego utrzymania, ale też razem gromadzi oszczędności i majątek wspólny. Zupełnie nieistotne jest, ile kto zarybia lub to, że zawodowo pracuje tylko jedna osoba w związku, a druga zajmuje się np. prowadzeniem domu i wychowaniem dzieci. Wspólne s dochody z wynagrodzeń za pracę, z działalności gospodarczej, z dopłat socjalnych, a także zyski z inwestycji.


Tylko moje i nie oddam ci tego


Zupełnie inaczej jest z majątkiem odrębnym. To przede wszystkim rzeczy sos Bistę, przedmiot konieczne do wykonywania pracy zawodowej, a także wszystko to, co mieliśmy przed slupem. To także te rzeczy, które odziedziczyliśmy, jeśli darczyńca obdarzył nimi wyłącznie jedno z partnerów. Za majątek osobisty uznaje się także te pieniądze, które zostały nam wypłacone z tytułu odszkodowań za utratę zdrowia. Wreszcie jeden haczyk: osobiste są też wynagrodzenia, które są wynikiem pracy twórczej: to honoraria czy wynagrodzenia za patenty, a nawet nagrody w pracy, uzyskiwane za indywidualne osiągnięcia.


Co jest moje, a co twoje


To właśnie ta najważniejsza kwestia. Przy prowadzeniu wspólnego gospodarstwa rzadko zwracamy uwagę na to, skąd pochodzą pieniądze, za które opłacamy rachunki. Przy rozwodzie zaczyna być to wazką kwestią i odróżnienie majątku wspólnego od osobistego jest istotne, a bardzo skomplikowane. Zwłaszcza że przez tak wiele lat bardzo często mamy do czynienia z surogacją, czyli zastąpieniem jednego majątku drugim. Przykładowo, partner ma kawalerkę, a ty w trzy lata po ślubie dziedziczysz dwupokojowe mieszkanie. Sprzedajecie oba mieszkania, nieco dokładacie i kupujecie wspólny dom. Ustalenie, czyj wkład był większy, jest co najmniej skomplikowane, bo wartości majątku zmieniają w czasie.


Sąd wszystko rozstrzygnie


To wielki błąd myślenia i strata czasu. Po pierwsze, w wielu przepadkach sąd nie będzie w stanie samodzielnie wyszacować naszego majątku, a to my opłacimy koszty ekspertyz. Nie zawsze też podział będzie proporcjonalny, bo sąd weźmie pod uwagę inne kwestie, także poza finansowe. Nie bez znaczenia jest czas. Wreszcie, jeszcze jedna kwestia: sąd podzieli tylko aktywa, co do długów, zostaniemy pozostawieni samym sobie.